Wyjątek zMowyśw. Augustyna, naszego ojca,o życiu i obyczajach jego kleru
(Sermo 355; PL 39, 1568-1573)
Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa
Żyjemy tu razem z wami i dla was żyjemy, a naszym gorącym życzeniem i pragnieniem jest, abyście też wszyscy razem żyli z Chrystusem w niebie i na ziemi. Sądzę, że zdajecie sobie dobrze sprawę ze sposobu naszego postępowania, że i my moglibyśmy chyba ośmielić się powiedzieć za św. Pawłem, chociaż daleko nam jeszcze do niego: "Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa". Wiecie wszyscy, albo prawie wszyscy, że w tym domu, zwanym domem biskupim, tak żyjemy, aby jak najlepiej naśladować owych świętych, o których Dzieje Apostolskie mówią: "Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne" (Dz 4, 2b).
Ja, którego tu widzicie jako waszego biskupa z miłosierdzia Bożego, przybyłem do tego miasta w młodym wieku, jak to wielu z was wie. Szukałem odpowiedniego miejsca, gdzie mógłbym założyć klasztor i żyć wspólnie z braćmi. Oczywiście już dawno porzuciłem wszelkie światowe aspiracje, a czym mogłem być - nie chciałem, ani też nie ubiegałem się o to, czym teraz jestem. "Wolę stać w progu domu mojego Pana niż mieszkać w namiotach grzeszników" (Ps 84, 11b). Odłączyłem się od tych, którzy kochają świat, ale i nie stawiałem siebie na równi z tymi, którzy przewodzą ludowi. Na uczcie Pańskiej też nie wybierałem pierwszego miejsca, ale niższe i poślednie. Jednak spodobało się Panu powiedzieć do mnie: "Posiądź się wyżej". Biskupstwa zaś obawiałem się do tego stopnia, że kiedy moja sława już się rozeszła wśród sług Bożych, nie zachodziłem do miejscowości, gdzie wiedziałem, że nie ma biskupa. Tego się obawiałem i jak tylko mogłem, starałem się osiągnąć zbawienie na stanowisku mało znaczącym, bo na wysokim mógłbym być narażony na jego utratę.
Przybyłem do tego miasta, aby odwiedzić przyjaciela, którego, jak mniemałem, mógłbym pozyskać dla Boga, aby i on żył z nami w klasztorze. Byłem prawie pewny, że miasto to miało swojego biskupa. Pochwycono mnie i wyświęcono na kapłana, i w ten sposób doszedłem do biskupstwa. Nic ze sobą nie zabrałem, a do tego kościoła przyszedłem jedynie w szatach, jakie wówczas miałem na sobie. A kiedy świętej pamięci sędziwy Waleriusz dowiedział się, że zdecydowanie postanowiłem żyć z braćmi w klasztorze, dał mi ten oto ogród, w którym znajduje się teraz klasztor.
Zacząłem gromadzić braci dobrej woli, moich przyjaciół, którzy tak jak ja nic nie posiadali i chcieli mnie naśladować. Chciałem, aby tak jak ja sprzedałem mój skromny mająteczek i rozdałem ubogim, podobnie uczynili też i ci, którzy chcieli być razem ze mną i żyć ze wspólnej własności, i aby naszym wielkim i obfitym bogactwem był sam Bóg.
Doszedłem do biskupstwa. Spostrzegłem, że biskup powinien zawsze okazywać życzliwość i gościnność wszystkim przychodzącym do niego w jakiejś sprawie lub okazyjnie go odwiedzającym. W przeciwnym razie uważano by takiego biskupa za nieżyczliwego i niegościnnego. Gdyby zaś ów zwyczaj gościnności zaniedbano w klasztorze, byłoby to odrażające. I z tego powodu chciałem mieć u siebie w domu biskupim klasztor kapłanów.
A oto jak żyjemy. W naszej wspólnocie nikomu nie wolno mieć czegoś na własność, chociaż niektórzy i mają. Nikomu jednak nie wolno. Jeśli zaś niektórzy coś mają, czynią to, czego im nie wolno. Mam jednak dobre mniemanie o braciach. Ja wiem, jak wielkim złem jest ślubować coś świętego, a potem tego nie wypełniać. Powiedziano: "Składajcie śluby i spełniajcie je Panu, Bogu waszemu" (Ps 76, 12) oraz: "Lepiej nie składać ślubów, niż nie wypełniać tego, co się ślubowało" (Koh 5, 4).
Duchowny ślubował dwie rzeczy: świętość i stan kapłański. Świętość ślubował w odniesieniu do życia wewnętrznego, a stan kapłański nałożył na jego barki Bóg ze względu na swój lud, co jest to dla niego raczej ciężarem niż zaszczytem. Ale "któż jest mądry i to zrozumie?" (por. Ps 107, 43). A więc ślubował on świętość, ślubował życie wspólne, ślubował owo: "O jak dobrze i miło, gdy bracia mieszkają razem!" (Ps 133, 1). Gdyby duchowny odstąpił od tego postanowienia i jako kapłan żył poza klasztorem, to w połowie już on odpadł. Gdyby zaś udawał w sercu swoim i pozostał w klasztorze, to odpadł on już zupełnie. Nie chcę, aby ktoś musiał udawać. Wiem, jak bardzo szanują ludzie stan kapłański. Nie chcę pozbawiać go nikogo, kto nie chce żyć ze mną we wspólnocie. Ten ma naprawdę w sercu Boga, kto chce pozostać ze mną w klasztorze.
Strona wykorzystuje niezbędne pliki cookies zapewniające jej prawidłowe działanie, bezpieczeństwo oraz zapamiętanie podstawowych ustawień prywatności. Po wyrażeniu zgody mogą zostać uruchomione również zewnętrzne pliki cookies związane z dodatkowymi funkcjami, takimi jak np. odtwarzanie wideo, audio, osadzone treści lub inne moduły zewnętrzne. Szczegółowe informacje znajdują się w Polityce prywatności.
Brak zgody na zewnętrzne pliki cookies nie uniemożliwia korzystania ze strony, ale może ograniczyć działanie niektórych dodatkowych funkcji.